czwartek, 14 lutego 2013

Urlop, urlop...

W sobotę ruszamy cała rodzinką w góry. Cieszę się niezmiernie. 
Oczywiście jeszcze nie mam listy niezbędnych rzeczy do zabrania a podobno koniecznie taką trzeba zrobić na wyjazd z dzieckiem...u nas jak zwykle będzie pełen spontan i chaos przed samym wyjazdem.

Jest końcówka tygodnia a mieszkanie wygląda jakby przeszło przez nie małe tornado...

Czasami zastanawiam się jak niektóre matki - żony idealne to wszystko ogarniają.
Ja wracam do domu z pracy ok. godz. 18 i skupiam się maksymalnie na malutkiej (mam wyrzuty sumienia, że na tygodniu mamy tak mało czasu dla niej) aż położę lub położymy ją spać czyli do ok. 20.30/21 a potem mówiąc szczerze marze już o łóżku...Przynajmniej tak to wygląda odkąd jestem w ciąży, wcześniej miałam więcej siły i zapału do ugotowania czegoś na drugi dzień lub do ogarnięcia mieszkania a teraz cóż...mieszkanie tętni swoim życiem aż do soboty...lub niedzieli (jeszcze te moje studia...).

Chyba muszę pomyśleć o jakimś kursie zarządzania czasem, tylko kiedy:-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz